Poszukiwanie swojego miejsca

Z domowego gniazda wyleciałam do Poznania, na studia, miałam wtedy 19 lat. Wtedy pierwszy raz szukałam swojego “ja” poza granicami domowego ogniska, starając się znaleźć swoje miejsce.

Pracowałam w bardzo prestiżowej firmie… Starbucks. Śmiejcie się lub nie, na warunki studenckie było serio COOL. W końcu nie chodziło o to gdzie, się pracowało, ale z kim się pracowało! Miałam świetnych ludzi w pracy, takich, ze jeszcze po nocach mi się śnią. Same przyjemności, uprzedzam.

Jak to na marzycielkę przystało- zachciało się zmiany. Poleciałam dalej, chciałam rzec, ze za ocean, ale po prostu za morze, 2h lotu z Wrocka wizzairem. Trafiłam do Londynu. Tam chciałam. Naoglądałam się filmów i znowu jak na marzycielkę przystało myślałam, ze będę wyglądać jak te super słodkie studentki Cambridge. Będzie złota jesień, lekko będzie padało, ja będę nosić Huntery i spódnice w kratę, w zależności od humoru bordowy lub granatowy sweterek. Nie miałam spódnicy w kratę, a zamiast jak słodka studentka wyglądałam, jak super zmęczony pracownik obsługi klienta. Koniec końcem i Londyn mnie zmęczył, po 5 latach zapragnęłam życia rodzinnego. Wyjeżdżamy, powiedziałam i on tez, i razem zdecydowaliśmy, i pojechali.

Pojechali.

Wylądowaliśmy na południu Włoch.

Oesu, mówię, przecież tam jedzenie takie dobre! Lato! Plaża, woda ! Gdzie tam metro!? Panie, w końcu samochodem będę jeździć. Będziemy spędzać dużo więcej czasu razem ! Wynajmować mieszkania i żyć jak pączki w maśle.

No i teraz 3,2,1… ktoś przebił moja bańkę marzeń, sprowadził marzycielkę na ziemie.

Jest mi tam za gorąco, nikt nie mówi po angielsku (ciężko z włoskim tam nawet, bo mają swoj własny dialekt), jedzenie po 2 miesiącach wychodzi mi nosem, bokami i śmierdzi. Ludzie mnie denerwują na ulicach, bo nie wrzucają kierunkowskazów, jeżdżą gorzej, niż ktokolwiek inny w Europie. Pasquale pracuje min 6 dni w tygodniu. Mieszkania nadal nie są gotowe, wiec ja dostaje kota.

W głowie wykluł mi się kolejny plan…. czyżby poszukiwania swojego miejsca nastąpi ciąg dalszy?

Nie wiem po tym wszystkim czy to ze mną coś nie tak, bo marze, czy ze szybko się poddaje, czy ja serio nie trafiłam na to miejsce… Ważne, ze mam z kim go poszukiwać, a ta osoba nie chce zapuścić korzeni na starych śmieciach. Takie poszukiwanie naszego gniazda, gdzie my będziemy wykluwać takie marzycielki czy marzycieli, którzy będą lecieć w świat w poszukiwaniu swojego. Życzę sobie tylko, by mój plan wypalił i żebym była bardziej wytrwała w swoich planach. Wiec chyba (no na bank, a nie chyba) nie można przestać marzyć, nawet trzeba (w tym jestem dobra), tylko trzeba wierzyć w siebie, być wytrwałym w tym dążeniu i dopiąć swojego.

A co, cholera, a dopnę.

JA WAM POKAŻE

A Wiecie, ze we Włoszech ciężko kupić kwaśną śmietanę? Dalej jej nie mogę znaleźć…

3 Comments Add yours

  1. babateam says:

    Dzisiaj włoskie posty zdecydowanie nas prześladują 💜
    Może to przeznaczenie daje o sobie znać…

    Liked by 1 person

    1. taotopani says:

      Hmmm coś typu “uciekaj stąd, bo marnujesz czas”? Bardzo możliwe, ze tak jest, bo myśląc o kolejnym miejscu potrafię sobie wyobrazić wiele więcej niż teraz.

      Like

      1. babateam says:

        Bardziej coś typu “budzi się w tobie prawdziwa Wenus” 😁

        Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.